Co zrobić, kiedy dziecko zasypia w foteliku rowerowym?

Kiedy to pytanie pojawia się na forach dyskusyjnych, zwykle grono znawców wszystkiego natychmiast gasi podnoszącego ten problem, że po prostu nie wolno jeździć ze śpiącym dzieckiem w foteliku i tyle, że to nie zdrowe, że przepisy zabraniają itp., itd.

Ale często dzielny tata broni się w dyskusji choćby tak: „lubię teorię 😉 jak technicznie zapewnić dziecku, które zaśnie w foteliku możliwość wyspania się? Wyjąć je i odłożyć na chodnik? Czy może na pobocze?”.

Teoria swoje, a praktyka swoje.  Co z tego, że ktoś zabrania, skoro zjawisko istnieje i już. To rada z gatunku tych,  jak w starym dowcipie:

Pacjent: Panie doktorze, jak tak ruszam ręką, to mnie tu boli.

Lekarz: To nie ruszać, nie będzie bolało.

To że dzieci często ukołysane jazdą zasypiają, nie jest niczym nadzwyczajnym, a wręcz absolutnie powszechnym. Zasypiają niezależnie od tego, czym są przewożone. Czy będzie to fotelik, wózek, czy samochód.  Dziś mamy o wiele większy komfort przewożenia małych dzieci w samochodach, bo gama fotelików samochodowych jest przeogromna, ale nie ma takiego, który śpiącego dwu- czy trzylatka absolutnie i zawsze uchroni przed „niezdrowym”, bezwładnym zwisem.

W przypadku fotelików rowerowych problem zasypiania maluchów istnieje i po prostu trzeba starać się go rozwiązać. Jeśli dziecko  bezwładnie za bardzo wychyla się na boki, to może warto pomyśleć o kupnie fotelika odchylanego do tyłu z odpowiednio regulowanymi pasami, aby podczas snu był mocniej przypięty.  Niektóre foteliki, np.  firmy Hamax mają taką regulację i na niezbyt długie odcinki jazdy ze śpiącym maluchem takie rozwiązanie na pewno jest bardzo przydatne. Trzeba jednakże mieć wtedy na uwadze, że środek ciężkości całego roweru z pasażerami przesuwa się do tyłu, co może mieć znaczenie przy hamowaniu i przy jeździe pod górkę.

Może przyczepka rowerowa, która niestety jest dość duża i jednak jest sporą inwestycją, okaże się opłacalna, jeśli nasz tryb życia wymaga ciągłego poruszania się z dzieckiem rowerem i trasy przejazdu są naprawdę długie.

Innym problemem jest ryzyko  przeziębiania w bezruchu  podczas snu i wtedy warto zastanowić się nad odpowiednim okryciem dla takich pasażerów, jak na przykład Coverover. Okrywanie kocykiem jest niebezpieczne ze względu na możliwość zsunięcia się go i wkręcenia w koła, a ubieranie w dodatkową kurtkę czy bluzę wiąże się z budzeniem malca i zwykle płaczliwymi protestami . A w sumie przecież sen dziecka najważniejszy.  Można ew. wykorzystać pelerynę przeciwdeszczową, ale biorąc pod uwagę brak oddychalności i gromadzenie wilgoci od wewnątrz, ryzyko przeziębienia może wzrosnąć.

Zazwyczaj przejażdżki rowerowe nie są ekstremalnie długie, bo rodzice zapewne znając swoje dzieci do nich dobierają odpowiednie dystanse, ale są dzieci, które już po 5-10 minutach jazdy i to niezależnie od pory właściwej drzemki lądują w objęciach Morfeusza.  Trudno mówić wtedy o wycieczce, jeśli już po 10 minutach musielibyśmy rozbić obozowisko, żeby pozwolić dziecku się wyspać.  Nie zawsze w ogóle istnieje taka możliwość, bo pierwsze nadające się na piknik miejsce postojowe jest za daleko. Jakoś tego śpiącego malca musimy tam dowieźć i najlepiej jeszcze zdrowego. Półgodzinna nieśpieszna przejażdżka „na śpiocha” to około 5 kilometrów i jak na dystans wycieczkowy to może nie daleko, ale jak na czas narażania śpiącego dziecka na przewianie, to wystarczająco długo by wycieczka zakończyła się bólem gardła lub katarem.

Biorąc pod uwagę nasz klimat, to kwestia drzemki dziecka w foteliku może się okazać właśnie z tego ostatniego powodu najbardziej kłopotliwa. A jeszcze jak uświadomimy sobie, gdzie najbardziej wieje, to okaże się, że ochrona przed przewianiem jest podstawowa.

Oto rysunek pokazujący aerodynamikę rowerzysty. Pęd powietrza opływa rowerzystę i zakręca tworząc wir tuż za nim. Mniej więcej właśnie w miejscu, gdzie drzemie malec w foteliku. Jeśli dziecko siedzi w pozycji pionowej, to jest lepiej chronione od wiatru za plecami osoby dorosłej niż gdy jest w pozycji odchylonej.

Wiatr powoduje także, że odczuwalna temperatura jest niższa o około 8 stopi, a zatem nawet przy letnich temperaturach powyżej 20 stopni pęd powietrza podczas jazdy przy bezwietrznej pogodzie sporo obniża temperaturę i podnosi ryzyko wychłodzenia. Nawet jeśli osoba wioząca dziecko jedzie ostrożnie i powoli, to i tak wytworzony  wiatr ma siłę około 3 w skali Beauforta. Majowe wycieczki muszą zatem uwzględniać te parametry, gdy chcemy wrócić do domu wszyscy zdrowi i zadowoleni. Musimy też pamiętać o tym, że zawsze może się zmienić pogoda i być przygotowani na deszcz.

No dobrze, to jak zabezpieczyć malucha przed wychłodzeniem podczas jazdy, żeby było wygodnie i  bezpiecznie. I jeszcze być przygotowanym w razie czego na opady. Takim okryciem jest Coverover – turystyczne okrycie dla dzieci stworzone właśnie dla aktywnych rodziców z małymi dziećmi. Jest to rodzaj poncho, które dzięki systemowi otworów może zmienić się w okrycie na fotelik rowerowy, może być śpiworkiem w wózku i matą piknikową na postoju. Ma też ukryty kaptur, który jest na tyle duży, że zmieści się na kask rowerowy.  Jedna niewielka rzecz w bagażu, a zabezpiecza dziecko przed skutkami każdej aury. Wykonany z nowoczesnych tkanin termoaktywnych zapobiega wychłodzeniu, ale i nie dopuszcza do przegrzania. Jest to polski wynalazek powstały w oparciu o doświadczenia aktywnej mamy z czwórką dzieci, zatem na pewno dokładnie przemyślany i sprawdzony w bojach. Więcej o nim można dowiedzieć się na stronie www.coverover.eu oraz na fb https://www.facebook.com/CoverOver.eu/. Fajne jest w nim to, że zakupiony do wózka spacerowego dla dziecka, które stawia pierwsze kroczki będzie nam służył przez kilka sezonów i zwalnia nas z konieczności pamiętania o folii do wózka lub kupowania peleryny przeciwdeszczowej na fotelik rowerowy. Może też się przydać zimą jako dodatkowy kocyk na sanki. Dla rodziców, którzy lubią aktywnie spędzać czas z dziećmi na świeżym powietrzu i dla tych którzy cenią rzeczy praktyczne to po prostu must have.