Początek

wpis w: Coverover | 0

Witajcie, jestem mamą. I to poczwórną. Moja ukochana gromadka co dzień wyzwala we mnie nową energię do przezwyciężania różnych codziennych kłopotów. Dzieci dają nam mnóstwo radości, chociaż czasem denerwują, czasem sprawiają kłopoty, ale przeważnie inspirują i zmuszają do działania. Bo w końcu kto, jak nie dorośli są od rozwiązywania problemów?
Tak, to z potrzeby rozwiązania dokuczającego mi problemu powstał coverover. Potrzeba jest matką wynalazku. Czyli moje imię – Potrzeba.
Tu na blogu chcę wam przedstawić jak fantastycznym patentem jest coverover i jak często mi się przydaje. Będę tu wpisywać też pewne z życia wzięte historyjki z moim wynalazkiem w roli głównej oraz być może inne warte uwagi spostrzeżenia.

Postaram się najpierw krótko opowiedzieć wam, jak zostałam wynalazcą. A było to tak:
Otóż moja wtedy dwuletnia córeczka nie dawała się niczym okryć w spacerówce. A było to jesienią ubiegłego roku, kiedy pogoda zmieniała się w ciągu dnia jak w kalejdoskopie. Rano zimno, w południe lato, a wieczorem wilgoć i wiatr.
Żywe srebro w spacerówce nie dawało się okryć kocykiem. Co chwila rączki pokazywały jakieś ciekawe rzeczy mijane po drodze, albo machały patykiem znalezionym w parku. Kocyk spychany coraz bardziej pod koła wózka, blokował mi wreszcie wózek tak, że gdyby nie pasy, mała pewnie wypadła by na chodnik.
Okrywałam ponownie, ale po paru krokach córcia ze złością wyrzucała kocyk z wózka prosto w kałużę. Kucałam po raz kolejny, co ze sporym brzuszkiem, w którym rósł nasz kolejny skarb, kucanie raczej nie było najłatwiejsze.
W końcu wpadłam w szał. I to był – jak się wkrótce okazało – szał twórczy.