Kajaki – atrakcja dla całej rodziny

wpis w: Coverover | 0

 

Pierwszy weekend września uradował nas wspaniałą pogodą. Żal było tracić czas na szkolne zakupy, więc wybraliśmy się na kajaki. Kajaki to atrakcja dla całej rodziny. Zwłaszcza, gdy mamy dzieci w bardzo różnym wieku. Polecam wszystkim rodzicom z dziećmi w różnym wieku: od trzylatków po … maturę. Sport dla każdego. Maluchy z rodzicami, a starszaki samodzielnie. Było obserwowanie ważek, moczenie nóżek, wyścigi i … próby abordażu.

Spływy kajakowe cieszą się coraz większą popularnością i słusznie. My wybraliśmy się tym razem na krótki spływ Pilicą na odcinku Spała-Inowłódz. Odcinek łatwy, rzeka dość szeroka i … tłumy kajakarzy. Okazało się, że wraz z nami nad Pilicę ruszyło pół Łodzi i ćwierć Tomaszowa, a w samym Inowłodzu trwała impreza Pilica Zachwyca. Owszem, nas zachwyca. Chociaż starszaki wolą inny odcinek, który przepłynęliśmy już dwukrotnie w okolicach Przedborza, czyli w górnym biegu rzeki. To może dla porównania opiszę, który jak wygląda.

Rzeka Pilica zachwyca na każdym odcinku, ale czym innym. W górnym biegu na odcinku Biały Brzeg – Przedbórz  jest oczywiście węższa i bardziej kręta. To podobało się dzieciom najbardziej. Miejscami jest głębsza a chwilami tak płytka, że utknięcie na mieliźnie stanowiło dodatkową atrakcję.

Krajobraz jest tu raczej polny, z pięknym odcinkiem lasu na skarpie, za którym jest kawałek wygodnej piaszczystej plaży idealnej na piknik.  Po drodze ma się bliższy kontakt z przyrodą, niż w dolnym biegu, bo brzegi są na wyciągnięcie ręki. Atrakcją były na przykład krowy, które przyszły do wodopoju, a potem przeszły w bród rzekę. Widzieliśmy jakiegoś węża (zaskrońca? padalca?) który przepłynął rzekę tuż przed dziobem naszego kajaka w charakterystyczny sposób. Nad głowami kołowały jaskółki brzegowe i można było dostrzec w urwistym na kilku odcinkach brzegu ich gniazda, a właściwie norki wydrążone w skarpie. Napotkana martwa wydra na brzegu mogła paść ofiarą jakiegoś innego drapieżnika, ale takiego typu obserwacje i rozważania też miały miejsce. Niezliczone ilości ważek i motyli, budziły czasem grozę, czasem zachwyt – zależało od odległości w jakiej znalazły się od maluchów.

Dolny bieg na odcinku Spała – Inowłódz jest inny. Po pierwsze bardziej uczęszczany, więc może się zdarzyć grupa, która miast kontemplować piękno przyrody woli ryk radia i własne śpiewy. Cóż, kto co lubi. Ale woleliśmy przeczekać tłumy turystów i zawodników płynąc bez wiosłowania tylko tak szybko, jak nas niesie nurt.

Tu bo obu brzegach górują lasy, ale rzeka jest na tyle szeroka, że zacieniają ją tylko trochę. Główną atrakcję stanowiło opłynięcie wyspy węższą odnogą rzeki oraz piknik w lesie nad brzegiem. Gdy płynęliśmy wiatr w porywach czasem dość silny wiał nam akurat w twarz, więc momentami wiosłowaliśmy w miejscu albo wręcz musieliśmy walczyć o to, by nam kajak nie obracał się w poprzek nurtu. Przy końcu trasy rzeka „przyśpiesza”. Jest kamienisty spadek, taki mini wodospad, po którym się płynie. Trzeba się trzymać lewej strony i energiczniej wiosłować, by utrzymać kurs na plażę miejską, gdzie jest miejsce przybijania do brzegu.

Spływ to czas idealnie wykorzystany na aktywność przeplataną z wypoczynkiem. A co wspólnego ma z tym Coverover? Przydał się, jak zwykle. Na widok czarnych mocno wyeksploatowanych siedzeń w kajakach, maluchy wykrzywiły się (zwłaszcza córeczka) i nie chcieli siedzieć  „na tym brzydkim”. Coverovery podłożyliśmy pod plecy, aby było  miło i przytulnie dzieciakom.

 

Gdy wiało córka okryła się nim przed powiewami.

Rok temu, gdy byliśmy w górnym biegu, malec zdrzemnął się przez chwilę, więc jak peleryną można było go okryć przerzucając przez głowę bez potrzeby przybijania do brzegu.

Na brzegu spięte razem stanowiły dużą matę piknikową, aby każdy mógł usiąść i zjeść pożywny posiłek.

Nasze menu wycieczkowe zawsze zawiera: kanapki, warzywa pokrojone w paski (marchew, kalarepka, ogórki, papryka) do których zabieramy np. humus, banany lub jabłka, wodę (małe butelki i duże), sok, jakieś słone przekąski i batoniki lub herbatniki na deser. Musi wystarczyć na dojazd, piknik i drogę powrotną. Chyba że akurat trafimy na jakąś fajną knajpkę, gdzie można przyzwoicie zjeść. Wszystko zależy od czasu, jakim dysponujemy.

Sam Inowłódz też jest wart odwiedzenia. Na wzgórzu nad miastem góruje jeden z zachowanych oryginalnych kościołów romańskich z czasów Bolesława Krzywoustego. Niestety nie udało nam się wejść do środka. Ale widok na okolicę przepiękny.

Kajaki polecamy wszystkim rodzinom z dziećmi w zróżnicowanym wieku. Dla każdego wieku jest w kajakach coś atrakcyjnego. A za 50 zł za kajak można spędzić cudownie cały dzień na świeżym powietrzu. Byle tylko była pogoda!

Sezon kajakowy trwa do póki nie zrobi się zimno i woda w rzekach stanie się zbyt zimna, by w niej brodzić. Zwykle rozpoczyna się w maju a kończy we wrześniu. Polecamy!